Próbowałem każdego głównego menedżera plików na Linuxie i tylko ten wydawał się odpowiedni

Przetestowałem różne menedżery plików na Linuxie, z których najlepszym okazał się Dolphin, łączący intuicyjność z zaawansowanymi funkcjami, co ułatwia codzienną pracę.
Przerzucam się między programami na Linuxie jak szalony. Każdego dnia sprawdzam nowe aplikacje i zestawy, szukając czegoś, co "po prostu działa". Przetestowałem GNOME Files (Nautilus), Thunar, PCManFM, Nemo, Krusadera i wiele innych.
Niektóre z nich są zbyt ascetyczne; inne przytłaczają ze swoim nadmiarem funkcji. W ultralekkich systemach to zrozumiałe, ale w codziennej pracy staje się problemem. Kilka rozwiązań wyglądało raczej jak labirynt możliwości, gdzie gubiłem się jak jelonek w blasku świateł.
Ostatecznie wybrałem Dolphin, menedżera plików KDE.
Dolphin przychodzi naturalnie z Windows Explorer
Nie musiałem łamać swoich nawyków
Dolphin działa jako domyślny menedżer plików w KDE Plasma od 2024 roku, zastępując Konquerora. Na pierwszy rzut oka różni się od Windows Explorer, ale funkcje są zaskakująco podobne.
Pasek boczny miejsc zapewnia szybki dostęp do folderów: domowy, ostatnio używane pliki, zamontowane dyski. Prosta funkcjonalność wyciągnięta z panelu skrótów z Explorer i Finder.
Pasek ścieżki okruszkowej umożliwia łatwe przechodzenie po drzewie katalogów, można go edytować, wpisując lub wklejając konkretne miejsce — tak jak w Windows Explorer. Mało tego, podwójne klikanie, przeciąganie i upuszczanie, a także większość skrótów działają identycznie.
Tryby widoku — Ikony, Kompaktowy, Szczegóły — są zbliżone do tych znanych z Windows. Sam ustawiam na Szczegóły i tak zostaje.
Dolphin ma świetne funkcje bez przytłoczenia
Nic nie stanie na przeszkodzie
Jedna z moich ulubionych opcji to tryb podzielonego widoku. Dzięki temu mam dwa foldery obok siebie, co ułatwia przeciąganie plików i porównywanie zawartości. Windows ma coś podobnego, ale zajmuje to więcej miejsca przez dwa oddzielne okna.
Zakładki i filtry czynią to rozwiązanie moim faworytem w porównaniu do innych menedżerów plików, kiedy trzeba wykonać konkretne zadania.
Pliki zdalne i sieciowe są tak samo łatwe do ogarnięcia jak lokalne
Dolphin ma mocne wsparcie dla katalogów zdalnych. Łączy FTP, SFTP i SMB; wszystko dostępne z paska bocznego, więc nie trzeba za każdym razem ręcznie łączyć się, gdy trzeba przenieść plik.
To nie jedyny sposób, ale Dolphin sprawia, że ta czynność staje się wręcz przyjemna. Wolę to od ciągłego otwierania WinSCP za każdym razem, gdy coś muszę przenieść na serwery.
Jest kilka oszczędności czasu
Dolphin ma również wbudowany panel terminala zsynchronizowany z bieżącym folderem. Więc, jeśli jesteś.../home/subdir/folderA to twoja nowa arena. Otwórz panel terminala, a znajdziesz się w samym sercu tej ścieżki. Wpisz cd, a terminal z synchronizowanym widokiem plików stanie się twoim sprzymierzeńcem.
Najbardziej cenię sobie wbudowany panel terminala. Zawsze zsynchronizowany z bieżącym folderem – wykonasz cd, a widok plików natychmiast podąży za ruchem. Odwrotność również działa. Nie narzuca się, by otworzyć aplikację, po prostu jest dostępny. Idealne rozwiązanie dla miłośników terminala, którzy nie chcą zagracać przestrzeni.
Dla zwolenników prostego interfejsu graficznego również coś się znajdzie.
Dodatkowo, masz panel informacji z metadanymi oraz podglądami dla plików audio i wideo.
Potrzebujesz więcej? Możesz dodać wtyczki do Gita czy Nextclouda, a także stworzyć własne akcje kliknięcia prawym przyciskiem. Co jeszcze? Szybkie masowe zmienianie nazw (w Windows wymaga Powertoys) oraz przeglądanie archiwów (ZIP, 7z, TAR itp.) tak, jakby były folderami. Indeksowanie? Jeśli włączone, to działa szybciej niż wyszukiwanie w Windows.
Dolphin nie zamienia użyteczności na przyjazność
Zarówno wiele menedżerów plików, jak i Dolphin. Ten ostatni doskonale balansuje między możliwościami a łatwością użytkowania. Nie irytuje nadmiarem opcji ani brakującymi funkcjami. Intuicyjny na tyle, że przesiadka z Windowsa czy macOS nie stanowi problemu.
Nie musisz zresztą korzystać z Plasma Desktop. Dolphin działa na większości dystrybucji Linuxa – wystarczy pobrać zależności.
Jeśli ciekawią Cię artykuły podobne do Próbowałem każdego głównego menedżera plików na Linuxie i tylko ten wydawał się odpowiedni, zajrzyj do kategorii Linux i odkryj jeszcze więcej interesujących treści.
Dodaj komentarz

Możesz być zainteresowany