Przekształciłem każdy klawisz na mojej klawiaturze w przycisk Copilot i przetrwałem pełny dzień pracy

Przekształciłem każdy klawisz na mojej klawiaturze w przycisk Copilot i przetrwałem pełny dzień pracy

Microsoft wprowadza kategorię „AI PC” z dedykowanym klawiszem Copilot, a autor eksperymentuje, przekształcając swoją klawiaturę w panel sterujący AI.

Kiedy Microsoft zaprezentował specyfikację dla „AI PC”, zyskał nową kategorię dla laptopów i komputerów stacjonarnych. Kluczowym elementem był dedykowany klawisz Copilot.

Siedząc przed moim customowym komputerem do gier, pomyślałem: a co, jeśli moja klawiatura stanie się jednym wielkim klawiszem Copilot? Przecież dzięki temu mogę mieć go w każdej chwili, bez ograniczeń. I tak uczyniłem.

Jak użyłem klawiatury jako wielkiego klawisza Copilot

Było łatwiej niż myślałem

Aby ten śmiały plan zadziałał, musiałem przypisać każdy klawisz do uruchamiania Copilot. Oczywiście, mogłem skorzystać z prywatnych aplikacji, ale łatwiejszą drogą okazał się popularny firmware QMK/VIA, który wspiera moją klawiaturę Epomaker Galaxy100 Lite.

Zainstalowałem VIA, podłączyłem klawiaturę i ruszyłem z aplikacją.

Zalogowałem się do sekcji Makra, nagrałem makro uruchamiające Copilot przez skrót Windows+C. Następnie przy pomocy myszy ponownie przypisałem każdy klawisz do nowego makra.

W ten sposób każdy klawisz mojej klawiatury zyskał funkcję Copilot.

Po pierwszym otwarciu aplikacji zdałem sobie sprawę z wady: brakowało dedykowanej funkcji dyktowania. Zapytanie Copilot o dodanie tej opcji było pierwszym krokiem. Odpowiedź sprowadziła mnie do aplikacji Ustawienia Windows, gdzie odkryłem funkcję Voice Access, kluczową dla mojego eksperymentu. Umożliwiła mi swobodne mówienie do mikrofonu, podczas gdy Copilot zajmował się resztą.

Mikrofon był niezbędny, ale nie można zapomnieć o myszy – bez niej nie byłbym w stanie kopiować ani wklejać tekstu, a klawisz Enter przestałby istnieć w moim świecie. Mysz stała się moim jedynym wsparciem w tej układance.

Moja pamięć mięśniowa nieustannie mnie zawodzi

Tęsknię za swoją klawiaturą

Uświadomiłem sobie, jak bardzo polegam na pamięci mięśniowej w codziennych zadaniach i obsłudze komputera.

Musiałem ciągle wciskać Ctrl+C i Ctrl+V, oczekując, że w ten sposób wywołam Copilot. Ale prawdziwym wyzwaniem była utrata podstawowych klawiszy nawigacyjnych – Enter, Backspace, Alt+Tab. Dla mnie, kogoś, kto wszystko kontroluje przez klawiaturę, to była jak utrata kończyny. A wszystkie te przyzwyczajenia nagle straciły sens w obliczu mocy Copilot.

Niemniej jednak sytuacja nie okazała się całkowitą katastrofą, ponieważ…szybko odkryłem, że Voice Access to nie tylko technologia, ale pewien sposób na życie w chaosie. Mówiąc „naciśnij Backspace” lub „naciśnij Enter”, mogłem powierzyć maszynie te banalne gesty. Potem przyszedł czas na wymazanie czy przekształcenie sekcji – wystarczyło zaznaczyć tekst i dać znać, co chcę zrobić.

Ale to nie koniec. Kiedy usuwanie jednej litery czy przerywanie stało się verbalnym show, cały proces pisania zamienił się w monolog. Nie tak szybki jak klawiatura, ale przynajmniej nie musiałem prosić Copilota o każdą drobnostkę. To była cena za przekształcenie klawiatury w klawisz Copilota. Pozytyw? Gdy tylko wcisnąłem klawisz, Copilot zjawiał się jak na zawołanie. Dzięki, Microsoft!

Mój typowy dzień pracy przemienił się w koszmar

Przynajmniej nie musiałem martwić się o literówki

Na początku oczekiwałem, że rozmowy z Copilotem to jakaś nowa jakość. Wylewanie myśli do AI bez męczarni z strukturą wydawało się kuszące. Ale to była iluzja. Copilot wygładzał moje słowa w sztuczną, blogową prozę, nudną i bezosobową. Ulotność myśli zamieniała się w bezbarwne teksty, które stały się drętwe.

Nie zamierzam tego osładzać. Życie w ten sposób przez cały dzień było męczarnią.

W moim zwykłym tempie życia wplatam szybkie pisanie z klawiszowymi skrótami. Teraz, z każdym klawiszem zamieniającym się w Copilota, zostałem z dyktowaniem i AI, co znacząco zwolniło moje tempo. Nawet prostota, jak usunięcie litery czy rozpoczęcie akapitu, wymagała ode mnie głośnego formułowania poleceń. Miałem szczęście, ograniczając się do tego artykułu i rozmów na Slacku. Nie chcę myśleć, co by było z bardziej szczegółowym pisaniem – koszmar na jawie.

Dodanie zdjęć, pisanie tekstu alternatywnego, zmiana nazw plików – wszystko to stało się niewyobrażalnym wyzwaniem, mimo że technicznie miałem Copilota. A dyktowanie często omijało marki, zmuszając mnie do ręcznego poprawiania, literka po literce.

Szczerze – nie mogę dość mocno zaakcentować, jak bardzo ten eksperyment mnie spowolnił. Pożerał każdą chwilę. Zmiana rozmiaru obrazków, robienie zrzutów ekranu, dodawanie linków – wszystko zyskało nowy wymiar trudności bez klawiatury.

Jako pisarz przywykłem do prędkości tworzenia, modyfikacji, wgrywania myśli. Dyktowanie głosowe i system Copilota działały jak młyńskie koło – a efekty były po prostu nieprzyzwoite. Pomocny w organizacji notatek, ale strasznie ograniczający w tworzeniu treści.

Dedykowany klawisz Copilota to jedna sprawa, ale nie mogłem się doczekać, aż ten koszmar się skończy

Pokłady frustracji osiągnęły zenit, więc przywróciłem klawiaturę do jej pierwotnego układu. Copilot, choć użyteczny, nie spełnił moich oczekiwań i artykuł ended up as a total rewrite.

Czego nauczyłem się? Copilot to najlepszy towarzysz, nie zastępca. Dedykowany klawisz ma sens, kiedy możesz go wyłączyć, wracając do efektywnej pracy. Ale zmiana każdego klawisza w Copilota to bardziej chwyt marketingowy niż efektywne narzędzie, które naprawdę funkcjonuje.Nawet najprostsze zadania zamieniły się w prawdziwy maraton. Jednodniowy eksperyment – dziwaczny, z przymrużeniem oka – ale szczerość nie pozwala mi zataić, że już jeden klawisz Copilota to przesada.

Jeśli ciekawią Cię artykuły podobne do Przekształciłem każdy klawisz na mojej klawiaturze w przycisk Copilot i przetrwałem pełny dzień pracy, zajrzyj do kategorii Windows i odkryj jeszcze więcej interesujących treści.

Indeks
  1. Jak użyłem klawiatury jako wielkiego klawisza Copilot
    1. Było łatwiej niż myślałem
  2. Moja pamięć mięśniowa nieustannie mnie zawodzi
    1. Tęsknię za swoją klawiaturą
  3. Mój typowy dzień pracy przemienił się w koszmar
    1. Przynajmniej nie musiałem martwić się o literówki
    2. Dedykowany klawisz Copilota to jedna sprawa, ale nie mogłem się doczekać, aż ten koszmar się skończy

Możesz być zainteresowany

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Go up